Bolesław Leśmian Prolog

„Prolog”,

Bolesław Leśmian

 

Dwa zwierciadła, czujące swych głębin powietrzność,

Jedno przeciw drugiemu ustawiam z pośpiechem,

I widzę szereg odbić, zasuniętych w wieczność,

Każde dalsze zakrzepłym bliższego jest echem.

 

Dwie świece płoną przy mnie, mrużąc złote oczy,

Zapatrzone w lustrzanych otchłań wirydarzy:

Tam aleja świec liśćmi złotymi się jarzy

I rzeka nurt stężały obojętnie toczy.

 

Widzę tunel lustrzany, wyżłobiony, zda się,

W podziemiach moich marzeń, groźny i zaklęty,

Samotny, stopą ludzką nigdy nie dotknięty,

Nie znający pór roku, zamarły w bezczasie.

 

Widzę baśń zwierciadlaną, kędy zamiast słońca,

Nad zwłokami praistnień orszak gromnic czuwa,

Baśń, co się sama z siebie bez końca wysnuwa

Po to, aby się nigdy nie dosnuć do końca…

 

Gdy umrę, bracia moi, ponieście mą trumnę

Przez tunel pogrążony w zgróz tajemnych krasie,

W jego oddal dziewiczą i głębie bezszumne,

Nie znające pór roku, zamarłe w bezczasie.

 

Gdy umrę, siostry moje, zagaście blask słońca,

Idźcie za mną w baśń ową, gdzie chór gromnic czuwa,

W baśń, co się sama z siebie bez końca wysnuwa

 

Po to, aby się nigdy nie dosnuć do końca!…

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.