Maria Dąbrowska. Panna Winczewska_2

Gdy Natalia weszła po przystawionej ławce na scenę, pusta spodem podłoga zadudniła pod jej stopami. Wątłe ściany scenki pomalowane były na różowo z szatańskim szlakiem w kwiaty. Z boku pod sztywną, malowaną draperią stało pianino.

Ze sceny trzeba było znowu zejść po kilku niezmier­nie stromych schodkach ku drzwiom, za którymi w po­koju zakulisowym mieściła się czytelnia.

Obszerny ten pokój przedzielono cienkim, nie sięgają­cym sufitu przepierzeniem na dwie części. Wycięcie w tym przepierzeniu oznaczające drzwi zastawione było stołem, na którym leżały świeżo widać przygotowane: księga inwentarzowa czytelni, katalogi klamrowane z poodginanymi ku górze okładkami i płytkie skrzynki tekturowe z kartami kontroli. Na oknie stały pudełka z katalogami kartkowymi. W głębi widać było płaską jesio­nową szafę z typu odwiecznych biurowych szaf archiwal­nych. Bibliotekarki nie było.

Natalia podeszła do stołu, zajrzała w głąb i spojrza­ła na szafę stojącą do tamtej pod kątem prostym i czy­niącą z tego miejsca niejako mały pokoik. Obydwie sza­fy były szeroko otwarte, książki leżały na półkach – wszystkie ukosem. Natalia doznała wrażenia, że jest ich dziwnie mało. Ruszyła ręką karty kontroli, aby zobaczyć, ilu jest czytelników, ale ostatnia z rzędu karta nosiła numer dziesiąty. Karty czytelników nie były poukładane. Były po prostu wrzucone do pudełek bez żadnego ładu ni składu.

Natalia przeszła między stołem a wycięciem drewnia­nej ściany do środka, zdjęła płaszcz i kapelusz i powie­siła to wszystko na klamce uchylonego okna, za którym widać było zielony nasyp forteczny oraz, bliżej, wielkie kwitnące akacje. Wiatr szarpał akacjami, a gdy się ga­łęzie nieco bardziej odgięły, widać było przez nie po­chmurne niebo. Natalia przez jakiś ułamek minuty nie mogła oderwać oczu od tych wichrzących się drobnych listków i od pąków, których leciutkie grona miotały się gwałtownie. Mimo woli dziwiła się, że tyle siły i oporu jest w czymś tak wiotkim i kruchym.

“Jak i w człowieku” – porównała bezwiednie i nagle straciła cierpliwość.

“Przecież tu nie ma właściwie żywego ducha” – myślała zniechęcona.

Obejrzała się nagląco w stronę drzwi, za którymi w tejże chwili ktoś zaczął brząkać po klawiszach i głos, usiłujący wydać się altem, zaśpiewał:

 

Nie dziś, to jutro — nie dziś, to jutro,

dziewczyno, będziesz moją...

 

Natalia dość gwałtownie otwarła drzwi i w głębi przy pianinie zobaczyła pannę Winczewską. Jej bura suka Lin­da leżała obok, złożywszy na łapach podługowaty pysk.

Panna Winczewską zerwała się i przybiegła w pod­skokach.

– Jak to! – wykrzyknęła. – Pani przyszła? To niemożliwe. Jak to? Którędy? Jakim sposobem? Przecież my z Lindą wyszłyśmy naprzeciwko. I nie spotka­łyśmy pani. Ależ to niemożliwe.

– Przyszłam jednak, chociaż to się wydaje pani takie niewiarygodne – rzekła Natalia czując, że blednie z roz­drażnienia, o które przyprawiło ją to powitanie.

Panna Winczewską nie mogła sobie jeszcze przez jakiś czas wyobrazić, jak to się stało, że się po drodze zminęły.

– Mniejsza o to – rzekła Natalia stawiając zara­zem opór suce, której niespodziewane liźnięcie uczuła nagle na twarzy. – Idź precz – mruknęła słabo, zdej­mując jej łapy ze swoich ramion.

– Ona panią poznała! Ona panią poznała! – roz­krzyczała się panna Winczewską. – Linda! Nie tańcz! Niech pani tylko spojrzy – ona tańczy z radości!

Suka rzeczywiście wykonywała, poszczekując rytmicz­nie, coś w rodzaju tańca dokoła samej siebie. Następnie, stanąwszy i nastroszywszy uszy zdawała się badać uczy­nione wrażenie.

Natalii chciało się śmiać. Odwróciła się w stronę okna, żeby panna Winczewska nie wzięła jej przychylnego rozweselenia do siebie.

– Zabierajmy się do roboty – rzekła wciąż odwró­cona. – I tak dziś nie zdążymy.

– Zabierajmy się! – wykrzyknęła ochoczo panna Winczewska.

I krzątając się opowiadała dalej:

– Biorę Lindę zawsze ze sobą, jak tylko się zdarzy sposobność, bo się boję, żeby się za bardzo nie zasie­działa. Ona, proszę pani, w poważnym stanie – do­dała z wstydliwą chełpliwością.

Natalia opanowała się już i usiadła przy stole.

– Na Boga – rzekła głośno i lodowato – dajmy spokój tej suce.

– Jezus Maria – zadziwiła się panna Winczew­ska – pani tak do mnie mówi jakby do dziecka.

Panna Winczewska była osobą niezwykle drobną i ruchliwą niby pajączek. Jej wątłe, cienkie nogi nie by­ły wyraźnie krzywe, ale jakby o włos za mało proste, co przy ich cienkości dawało wrażenie, że się za chwilę w naszych oczach zegną i złamią. Twarz była śniada, wąs­ka i długa, suchutka niby wiór. W ustach brakowało przednich dolnych i górnych zębów i uśmiech obna­żał jasne dziąsła podobne do miąższu rozłamanej trus­kawki. Matowa, czarna jak atrament czupryna zdawała się przytłaczać tę wątłą postać, którą znamionowało przedwczesne gorączkowe zwiędnięcie. Czarne oczy mia­ły w sobie coś parzącego niby gorące krople laku.

Przed rozpoczęciem pracy panna Winczewska biegała jeszcze kilkakrotnie to do swojego pokoju, to na salę, a niezmordowana suka towarzyszyła jej tam i z powro­tem.

Natalia zaczęła od sprawdzenia, jakie książki znajdu­ją sic na pólkach. Odczytywała z inwentarza numer a panna Winczewska przy szafie oznajmiała, czy książka z tym numerem jest i jaki nosi tytuł. Natalia zauważyła przy tym, że odczytywanie tytułów nie idzie gładko. Panna Winczewska jąkała się przy najbardziej znanych, klasycznych nazwiskach literackich, przekręcała nazwy arcydzieł, których znajomość jest właściwością człowie­ka cywilizowanego w takim samym stopniu jak mycie się i czesanie. Zdawała się przy tym wcale nie spostrze­gać ani tych swoich omyłek, ani zażenowanych, zdzi­wionych spojrzeń Natalii. Biegała żwawo od jednej pół­ki do drugiej, wskakiwała na stołek, zastępujący drabinę, a przenosząc ów stołek z miejsca na miejsce, straszyła nim swą sukę.

– Przynieś piłeczkę – nakazywała przy tym, tu­piąc. – No przynieś! Ach ty, mateczko!

Suka podskakiwała ociężale, szczekała, a potem znów tańczyła dokoła samej siebie.

– Niech pani patrzy! niech pani patrzy! – szala­ła z uciechy bibliotekarka. – Ach ty, ty – bohater­ko – dodawała patrząc znacząco ku Natalii.

– Jakże, jakże – mówiła dalej, klepiąc Lindę trzy­maną w ręku książką – dostaliśmy przecież medal za bohaterstwa – na rynku w Katowicach.

Natalia znała już dzieje suki Lindy. W czasie swej pa­rokrotnej bytności w centralnym zarządzie panna Win­czewska zdążyła kilkakrotnie opowiedzieć, jak to rze­czona suka biegła po wielkim mrozie trzydzieści kilo­metrów, aby dać znać oddziałom śląskich powstańców, że jej pani została przez Niemców uwięziona. Jak je przy­prowadziła następnie do drzwi więzienia i jak wszystko się  skończyło dekorowaniem obydwu bohaterek na rynku Katowicach.

Natalia nie uważała jednak, aby za pomocą tego bo­haterskiego mitu można było prowadzić bibliotekę. Wsty­dziła się i była zła na siebie, że nie wie po prostu, jak zneutralizować heroiczną sukę i to, ciążące jak kamień nad wszystkim, minione bohaterstwo. To się jednak nie dało.

– To już słyszałam – rzekła oschle na wzmiankę o Katowicach.

– Mój Boże – zgorszyła się ze smutkiem panna Winczewska. – Ja nie rozumiem... pani znów do mnie tak mówi, jakby mnie pani miała za nic.

W odpowiedzi Natalia wymieniła numer książki, a po niejakim czasie rzekła możliwie spokojnie:

– Gniewam się, bo pani tak odczytuje tytuły, jakby pani pierwszy raz słyszała o tych książkach i o tych au­torach.

– Pierwszy raz? – zadziwiła się panna Winczew­ska tonem, jaki się słyszy u prostych kobiet, gdy krzy­cząc w kłótni biorą się raptem pod boki. – O, mój Boże! Pierwszy raz! Ja nawet nie wiem, jak pani może tak mówić.

I przybrała taki wyraz, jakby nie rozumiała, co jej zarzucają, a tylko czuła niewyraźnie, że jej coś grozi. Na dnie tego wyrazu i w sposobie, w jaki się oburzyła, był niby namysł ostrożny i chytra, prawie zwierzęca ba­czność.

– Głupkowata czy co? – zadawała sobie pytanie Natalia.

Ale panna Winczewska zaczynała widać pojmować, o co chodzi, i ujawniła to w sposób, na jaki było ją stać. Przy którejś następnej książce powiedziała znie­nacka:

– Niedawno poradziłam to do czytania Jóźwikowi. To nasz najlepszy czytelnik. Tak mi dziękował. “Pani, powiedział, to już nam umie doradzić”.

Natalia pominęła te jej słowa milczeniem.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.