Coś niecoś o kobiecości. Recencja Michała Rudnickiego w "Sygnałach"

Tegoroczna ukraińska nagroda literacka

Tegoroczna nagroda literacka „Towarzystwa pisarzy i dziennikarzy ukraińskich” we Lwowie odbyła się pod znakiem kryzysu. A że kryzys idzie w parze z niezadowoleniem, więc niezadowolonych było prawie tylu, ilu kandydatów i wydawców, liczących za zwrot kosztów druku i papieru.

Wydział wspomnianego T-wa wymaga udzielenia trzech nagród w kolejności rang. Tegoroczne jury przyznało tylko jedną nagrodę i to drugą, zaczynając w ten sposób dyplomatycznie, że podnosi poziom oceny i stwierdza brak kandydatów do innych nagród. Można było uznać za kandydatów dwóch autorów nagrodzonych już w ostatnich dwóch latach: powieściopisarza Ulasa Samczuka i poetę Światosława Hordyńskiego; wyeliminowano ich jednakże, ponieważ nie dali utworów zupełnie różnych od już nagrodzonych.

Laureatką – jeśli można użyć tak pretensjonalnego terminu – została młoda autorka, prawie debiutantka Irena Wilde, (proszę nie wymawiać po angielsku, jak Oskara Wilde!), za tom nowel „Kapryśne serce” i powieść „Motyle na szpilkach”. Nowele jej przypominają tematycznie „Białą koteczkę” Nałkowskiej, trochę powieść „Przedpiekle” Zapolskiej. A więc temat „das Ewig Weibliche”, z tym dodatkiem, że chodzi tu głównie o kobiecość dopiero w stadium dojrzewania fizycznego i duchowego. Młode pióro autorki poznać po skłonności do ujmowania zagadnień „ogólnie”, po niezdolności tworzenia typów psychicznych i sytuacyj; fabuła jej nowel i powieści jest nikła, węzły konfliktów rozluźniają się prędzej, niż zostały zadzierzgnięte. Natomiast cechuje migawkowe spostrzeżenia ujmująca prostota stylu, szczerość bez pozy i patosu.

Literatura ukraińska, posiadająca kilka wybitnych autorek, do dziś dnia nie ma utworów, poświęconych psychologii kobiecej. Nawskróś społeczny i patriotyczny jej charakter odwrócił uwagę kobiet-pisarek od ich osobistych przeżyć; poetki chcą być męskie, a gdy odsłaniają swe serce, to poto, aby pokazać, że też kochają ojczyznę, bliźniego i wielkie ideały.

„Opowiadania ludowe” wielkiej mistrzyni realizmu Marka Wowczka, tłumaczone na język rosyjski przez Turgieniewa – wskazują już samym swym tytułem charakter tych utworów. Wielka poetka Łesia Ukrainka, spalająca się w walce z suchotami i z wielkimi symbolami, pozostawiła dramaty, przypominające nieco Wyspiańskiego i dramaty Żeromskiego, a więc rzeczy w każdym razie nie nadające się na lekturę. Powieściopisarka Olga Kobylańska po świetnych debiutach „kobiecych” i kilku dobrych książkach zbyt wcześnie przeszła na powieści poziomu Marji Rodziewiczówny z okresu, z którego nie pamiętamy nawet ich tytułów – na szczęście prawie nieczytane.

Nie mamy pojęcia, jaką lekturą panie i panny ukraińskie zaspokajają swą potrzebę duchową, płynącą z tego nieprzezwyciężonego po dziś dzień przez naukę i religję faktu, że mają one też potrzeby fizyczne i że miłość – o, hańbo! – też stanowi jakąś tam ich cząstkę. Ponieważ w literaturze nie doszły kobiety narazie do takiego głosu, który mógłby wypłynąć na zmianę jej charakteru, zdane są one na książki „rodzaju męskiego”, kontynuujące literaturę patrjotyczną i społecznikowską.

Nagroda przyznana autorce, przebywającej w własnym świecie – kobiecego serca, wywołała charakterystyczne dla stanu ukraińskiej literatury w Galicji – głosy krytyki spod sztandaru „świętego oburzenia”. Oburzali się niektórzy katolicy i młodzi nacjonaliści. „Erotyka?! pfuj! a gdzież szczytne ideały odrodzenia narodowego, ostoja tradycji i wiary, przedmurze nowej kultury w czasach tak epokowych przełomów…!”

Chciałoby się na to odpowiedzieć poprostu: „A gdzież utwory z temi szczytnemi hasłami? Owszem, prosimy… nagrodzimy je chętnie, ale muszą wpierw być!” Był jeden tomik poezyj Olżycza, znanego z „pancernych strof”, ale tym razem dźwięczących tak niewyraźnie, jakgdyby poeta zapomniał o roli, którą sam sobie wybrał: w szyszaku z pióropuszem. Była jedna powieść debiutantki z firmą wydawnictwa katolickiego, nibyto na śmiały temat – o wynalazcy prochu Schwarzu; i choć autorka do bladych mnichów dodała djabła, rzecz diabła była warta. Była jeszcze jedna powieść nibyto historyczna starszej autorki z nazwiskiem, tak wyszydełkowana, że po 30 stronach śmiertelnej nudy wzbudzała tęsknotę na „Trzema muszkieterami”.

Nad całym konkursem rozpostarła się nuda, tak straszliwa, że dopiero pokonkursowe echa wniosły trochę rozmaitości w ten pogrzebowy nastrój. Towarzystwo, patronujące nagrodzie, urządziło wieczór dyskusyjny z okazji jej ogłoszenia i na tym wieczorze „dali sobie ducha” przedstawiciele rzekomo pokrzywdzonych „ideologij”. Tak właśnie wyobrażam sobie dysputy literackie w Sowietach,  gdzie mówcy przelicytowują się w maksymalistycznych żądaniach od autora, wyliczając mu obowiązku dobrego obywatela i wiernego współwyznawcy. „Chcemy bohaterów o stalowych nerwach, o charakterze z kryształu, o ideach z żelazo-betonu!”

Któżby z nas ich nie chciał! Ale gdy obok atletów narodowych, piszących książki pedagogiczno-popularnego polotu, słyszymy nagle nieśmiały kobiecy głos, spowiadający się ze skromnych kłopotów sercowych, serce zaczyna nam bić raźniej nie dlatego, że jesteśmy wyzuci ze czci i wiary jako grzesznicy, liberali i czciciele literatury europejskiej, podobno zupełnie już zgangrenowanej, lecz dlatego, że lubimy tylko autorów, mających coś do powiedzenia. Nie należy z okazji tak przypadkowego zjawiska, jak doroczna nagroda literacka, wysnuwać zbyt ogólnych wniosków o stanie literatury; nawet coroczni laureaci Nobla mogą zupełnie dezorjentować tych, któryby chcieli uważać ich za „przedstawicieli” poziomu literacko-artystycznego w Europie. We współczesnej literaturze ukraińskiej autorka, nagrodzona za dwie książki z kobiecą tematyką, to tylko rara avis, nawet paradoksalny wyjątek. Podczas gdy w życiu codziennem możemy już stwierdzić korzystny objaw, że kobiety nie podkreślają swej męskości ani strojem, ani zachowaniem się, ani ambicją, „dorównania mężczyznom”, w literaturze mężczyźni naśladują kobiety z okresu emancypacji: chcą być silni, celowi, budujący wszystko od początku, jakgdyby świat miał się zacząć dopiero od ich ostatniego hasła. I ta właśnie cecha nadaje pisarzom i krytykom ukraińskim, walczącym za wszelką cenę o „męskość”, charakterystyczne kobiece piętno, znane nam z epoki romantycznej. Prawdziwy mężczyzna nie pragnie być męskim; człowiek o zdrowym systemie nerwowym nie myśli o silnej woli i energii; działacz nie mówi o czynie, lecz działa.

Mężczyźni, szukający w kobiecie – piszącej czy gadającej – zalet komendanta, nadają się bardzo dobrze na mężów, lecz bardzo słabo na komendantów: i w literaturze i w domu. Wolimy mężczyzn, piszących o kobietach i kobiety o mężczyznach, niż hermafrodytów i zakonnice, piszących o rycerzach, djabłach i aniołach piórem, umaczanem w krwi królika, który chciał być królem pustyni.

Michał Rudnicki

   Sygnały / 1934, nr 15, s. 9.

 

 

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.